Biografia

3,336 total views, 1 views today

facebookMIRELA DZIEDZIECH urodziłam się w 1970r. w Grudziądzu. Maluje od 1995 roku, na początku pod kierunkiem grudziądzkiego artysty malarza Józefa Mrotka  i historyka sztuki Grzegorza Sprusika. Biorę udział w wystawach i wszelkiego rodzaju plenerach i przeglądach artystycznych osób niepełnosprawnych. Specjalizuje się w pejzażach, ale nie stronię też od martwej natury. Fascynują mnie również twarze, ale ze względu na trudności manualne zrezygnowałam z malowania portretów, próbuję je utrwalać na fotografii cyfrowej. Jest to od niedawna moja nowa pasja.

Brałam udział w wielu wystawach zbiorowych min. : Międzynarodowym Biennale Sztuk Plastycznych w Krakowie w 1998r i 2000r. oraz kilkakrotnie w Ogólnopolskim Przeglądzie Twórczości Artystycznej Niepełnosprawnych w Grudziądzu, otrzymałam w 1999r. – wyróżnienie, 2003r.- III nagrodę, 2008r. i 2010r.- I nagrodę, w 2011r.- II nagrodę. Wystawy zbiorowe w których brałam udział odbyły  się w Warszawie, Kluczborku, Ustce, Pułtusku, Ostrowcu Świętokrzyskim, Kałkowie-Godowie, Bydgoszczy, Ciechocinku i Bielsku-Białej, a w 2012r.- wystawę indywidualną w Grudziądzu.ksiegi_gosci16

Mirela zmarła w niedzielę, 22 kwietnia 2018 roku.

Wspomnienie

Mirela Dziedziech, znana malarka, uczestnicząca w wielu wystawach, również indywidualnych, a także we wszelkich możliwych wernisażach. Taką Ją znamy.

Chciałbym wspomnieć trochę inną Mirelę,
pasują tu słowa naszego kolegi “pasja nie uznaje przeszkód, by podróżować potrzebna jest tylko ciekawość świata” i Mirela taką ciekawość miała wrodzoną.
Oczy Jej błyszczały gdy wsiadaliśmy w Iławie do Pendolino do Krakowa i dalej busem na południe Europy, czy do samolotu w Warszawie by udać się w tym samym kierunku.

Była ciekawa wszystkiego, czy to widząc lewitującego mnicha w Bolonii, czy ruszający głową złoty pomnik Mozarta w Wiedniu, musiała zagadać i dowiedzieć się co to jest.
Do
jaskini Agia Sofia (jaskinia mądrości bożej) na Krecie uznawaną za święta i leżącej kilkadziesiąt metrów nad dnem wąwozu Topolia wniósł ją przewodnik (sam zaproponował). 
To samo w Loutro, mieliśmy najniżej położony pokój, ale i tak było to drugie piętro, 40 kutych w skale kamiennych stopni, ale nie było sprawy, obsługa chętnie wciągała wózeczek z Mirelą, a rano przynosiła śniadanie. Śniadanie jedzone na białym tarasie z widokiem na lazurowe morze i pływające białe jachty i promy w oddali.
W takich chwilach Mirela była naprawdę szczęśliwa.

Ciekawość Jej nie ograniczała się tylko do tego co widzi, w czasie lunchu w jednej z tawern nad Morzem Egiejskim, zobaczyła, że sąsiedzi (miejscowi) jedzą ślimaki, poprosiła po jednym dla nas, dostaliśmy po dwa i to za darmo.
Tak samo w restauracjach Ikea w Polsce próbowała sałatek z krewetek.

Bardzo łatwo nawiązywała kontakty i przyjaźnie. Czy to Profesor Belwederski, zwykły magister, czy osoba z zespołem Downa, dla wszystkich była równym partnerem i z każdym miała temat do rozmowy.
I taką ludzie Ją pamiętają, jeszcze pół roku po śmierci zadano mi w Operze Nova w Bydgoszczy pytanie “A pan dziś bez żony?”.

Mirela była silna, na wyprawach fotograficznych życie zaczyna się od fotografowania wschodów słońca, wstawała przed świtem, cały dzień zwiedzała i fotografowała, a wieczorem po zachodzie słońca uczestniczyła w tzw. pogaduchach, tj. omawianiu zdjęć. Ja wymiękałem, szturchała mnie wtedy łokciem i z uśmiechem i mówiła “Adasiu nie śpij”, Potem jeszcze kąpiel i następnego dnia to samo.
Wracała do Grudziądza wyczerpana, ale szczęśliwa.
I malowała, malowała, malowała to co uchwyciła na zdjęciach i to co zapamiętała

I mimo tej siły choroba Ją zmogła. nie pokazywała mi tej choroby, jeszcze tydzień przed pójściem do szpitala byliśmy 3 dni w Warszawie na imprezie urodzinowej.
Mirela radosna jak zwykle.

Nie wierzyłem, jeszcze godzinę przed śmiercią gdy pokazywała rączką do góry, mówiłem “Misiu nie myśl o tym, bądź silna, będziemy jeszcze zwiedzali świat”.
Kiwała główką, że nie. Nie wiedziałem, że to pożegnanie.

Godzinę później serce Jej zatrzymało się.

 /przyjaciel Adam/